This is bookfactory.cafe
Obrzydliwe ciała · Lantern Library
Read in:EnglishSpanishPortuguese (Brazil)GermanFrenchItalianDutchRussianPolishChinese (Simplified)JapaneseKoreanUkrainian
Machine translation into Polish — the first chapter, free. The full book is available in English.

Rozdział Pierwszy

Wyraźnie zwiastowało się na złe przekroczenie.

Z azjatycką rezygn acją Ksiądz Rothschild S.J. postawił swoją walizkę w kącie baru i wyszedł na pokład. (Była to mała walizka z imitacji skóry krokodyla. Inicjały wybite na niej gotyckim pismem nie należały do Księdza Rothschilda, gdyż pożyczył ją tego ranka od kamerdynera swojego hotelu. Zawierała kilka elementarnych bielizny, sześć ważnych nowych książek w sześciu językach, sztuczną brodę oraz atlas szkolny i słownik geograficzny obficie opatrzone notatkami.) Stojąc na pokładzie Ksiądz Rothschild oparł łokcie na poręczy, wsparł podbródek na rękach i obserwował procesję pasażerów wchodzących po trapie, każda twarz pełna uprzejmych wątpliwości.

Niewielu z nich było nieznanych jezuicie, albowiem miał on szczęśliwą umiejętność pamiętania wszystkiego, co mogło być wiadome o każdym, kto mógł być w jakikolwiek sposób ważny. Jego język wystawał lekko, i gdyby nie fakt, że wszyscy byli tak zajęci bagażem i pogodą, ktoś mógłby zaobserwować w nim dziwne podobieństwo do tych gipsowych reprodukcji gargoyli Notre-Dame, które widać w witrynach sklepów artystów kolorystów pomalowanych kolorem „Starej Kości Słoniowej", wpatrujące się intensywnie spośród zestawów do szablonów i plasteliny oraz tub farb wodnych. Wysoko nad jego głową kołysał się podróżą zniszczony samochód Packard pani Melrose Ape, noszący kurz trzech kontynentów, na tle ciemniającego się nieba, a po schodach pasażerskich, na czele swoich aniołów, maszerowała pani Melrose Ape, ewangelistka.

"Wiara."

"Tutaj, pani Ape."

"Miłość."

"Tutaj, pani Ape."

"Wytrwałość."

"Tutaj, pani Ape."

"Czystość. … Gdzie jest Czystość?"

"Czystość nie miała się dobrze, pani Ape. Poszła na dół."

"Ta dziewczyna to więcej kłopotów niż pożytku. Kiedy trzeba coś pakować, Czystość zawsze nie ma się dobrze. Czy wszystkie pozostałe są tutaj — Pokora, Roztropność, Boskie Niezadowolenie, Miłosierdzie, Sprawiedliwość i Twórcze Dążenie?"

"Twórcze Dążenie straciło swoje skrzydła, pani Ape. Zaczęła gadać z panem w pociągu. … Och, tam ona jest."

"Macie je?" spytała pani Ape.

Zbyt zdyszana, aby mówić, Twórcze Dążenie kiwnęła głową. (Każdy z aniołów nosił swoje skrzydła w małym czarnym pudełku podobnym do futerału na skrzypce).

"Dobrze," powiedziała pani Ape, "i pilnujcie się ich mocno i nie tyle gadania z panami w pociągach. Jesteście aniołami, a nie pantomimą, rozumicie?"

Aniołowie skupili się razem smutnie. To było okropne, gdy pani Ape była w takim nastroju. Oj, jak by szczypali Czystość i Twórcze Dążenie, gdy będą sami w nocnych koszulkach. Było wystarczająco źle, że będą chorować, bez tego żeby pani Ape jeszcze na nich nakrzyczała.

Widząc ich dyskomfort, pani Ape zmiękła i się uśmiechnęła. Była przede wszystkim „magnetyczna".

"Cóż, dziewczyny," powiedziała, "muszę już iść. Mówią, że będzie ciężko, ale nie wierzcie w to. Jeśli będziecie miały pokój w sercach, wasze żołądki się o siebie zadbają, a pamiętajcie, jeśli czujecie się dziwnie — śpiewajcie. Nie ma na to nic lepszego."

"Do widzenia, pani Ape, dziękujemy," powiedziały aniołowie; pięknie się ukłoniły, odwróciły się i przedefilowały na rufę, do części drugiej klasy. Pani Ape patrzyła na nich przychylnie, następnie, wyprostowując ramiona i wyglądając (gdyby nie fakt, że naprawdę nie miała brody do wspomnienia) jak doskonały marynarz, ruszała stanowczo na przód do baru pierwszej klasy.

Inni znani ludzie się pakowali, wszyscy bardzo niezadowoleni z pogody; aby uniknąć przerażenia choroby morskiej, uciekli się do wszelkiego rodzaju cywilizowanej czarownicy, lecz brakowało im wiary.

Tam była panna Runcible i Miles Malpractice oraz całe Młodsze Pokolenie. Spędzili miły ranek, naklejając sobie nawzajem brzuchy plastrem (jak się wierciła panna Runcible).

Jego Ekscelencja Walter Outrage, poseł do Sejmu, Premier sprzed tygodnia, tam był. Przed śniadaniem tamtego poranka (które na tym ucierpiało) Pan Outrage przyjął dwa razy maksymalną dawkę patentowanego preparatu chloralu, a straciw później serce, wykończył butelkę w pociągu. Poruszał się w niespokojnym transie, ściśle eskortowany przez najbardziej widocznych detektywów-sierżantów. Ci mężczyźni byli z Panem Outrage'em w Paryżu i to, czego nie wiedzieli o jego eskapadach, nie było warte wiedzy, przynajmniej z punktu widzenia pisarza. (Kiedy rozmawiali o nim między sobą, nazywali go "Jego Ekscelencją Gwałtem", ale to było raczej grą słów na podstawie jego nazwiska niż krytyką jego postępowania w sprawach miłosnych, w których, jeśli chodzi o prawdę, okazywał godną uwagi powściągliwość i podatność na panikę).

Lady Throbbing i pani Blackwater, te bliźniacze siostry, których portret autorstwa Millais'a sprzedany niedawno w Christie's ustanowił rekord w najniższych cenach, siedziały na jednej z tek ławek, jedząc jabłka i pijąc to, co Lady Throbbing, z wiktoriańską elegancją, nazywała „butelką pop", a pani Blackwater, bardziej egzotycznie, "szampanem", wymawiając to tak, jakby była to francesa.

"Surely, Kitty, to jest przecież Pan Outrage, Premier sprzed tygodnia."

"Nonsens, Fanny, gdzie?"

"Tuż przed tymi dwoma mężczyznami w melonikach, obok księdza."

"To rzeczywiście podobne do jego fotografii. Jak dziwnie wygląda."

"Dokładnie jak biedny Throbbing… przez cały ostatni rok."

"… A żaden z nas nawet nie podejrzewał… aż znaleźli butelki pod deską w jego garderobie… a my wszyscy myśleliśmy, że to alkohol…"

"Nie sądzę, żeby znajdowało się takie samo towarzystwo premiersów w dzisiejszych czasach, nie sądzisz?"

"Mówią, że tylko jedna osoba ma jakiś wpływ na Pana Outrage'a…"

"W ambasadzie japońskiej…"

"Oczywiście, kochanie, nie tak głośno. Ale powiedz mi, Fanny, na serio, czy naprawdę i szczerze uważasz, że Pan Outrage to ma?"

"Ma piękną figurę dla człowieka w jego wieku."

"Tak, ale jego wiek, a typ byczy jest tak często rozczarowujący. Jeszcze jeden kieliszek? Będziesz wdzięczna, gdy statek zacznie się ruszać."

"Myślałam, że już się ruszamy."

"Jaka ty jesteś śmieszna, Fanny, a jednak nie mogę powstrzymać się od śmiechu."

Więc ramię w ramię i trzęsące się małymi chichoczkami, dwie nieprzytomne stare damy zeszły do swojej kajuty.

Z innych pasażerów, niektórzy zatknęli sobie uszy watą, inni nosili ciemne okulary, a kilku jadło suche ciastka kapitańskie z papierowych torebek, ponieważ mówi się, że Czerwonoskórzy jedzą mięso węża, aby stać się przebiegłymi. Pani Hoop powtarzała gorączkowo, znowu i znowu, formułę, którą nauczyła się od jogi w Nowym Jorku. Kilku "dobrych żeglarzy", których bagaż nosił etykiety wielu podróży, spacerowało agresywnie, paląc małe, paskudne fajki i próbując zorganizować czwórkę do brydża.

Dwie minuty przed ogłoszonym czasem odpłynięcia, podczas gdy pierwsze ostrzegające gwizdy i krzyki były już w toku, młody mężczyzna wszedł na pokład, niosąc swoją torbę. Nie było nic szczególnie godnego uwagi w jego wyglądzie. Wyglądał dokładnie tak, jak wyglądają młodzi mężczyźni tacy jak on; niósł własną torbę, która była nieprzyjemnie ciężka, ponieważ nie miał już pieniędzy w frankach i bardzo mało w czymkolwiek innym. Spędził dwa miesiące w Paryżu, pisząc książkę i wracał do domu, ponieważ w trakcie swojej korespondencji zaangażował się do małżeństwa. Jego nazwisko było Adam Fenwick-Symes.

Ojciec Rothschild uśmiechnął się do niego w miły sposób.

"Wątpię, czy mnie pamiętasz," powiedział. "Spotkaliśmy się w Oxfordzie pięć lat temu na lunchu u dziekana Balliol. Będę zainteresowany przeczytaniem twojej książki, gdy się pojawi – autobiografii, jak rozumiem. I mogę być jednym z pierwszych, którzy gratulują ci zaangażowania? Obawiam się, że uznasz swojego teścia za trochę ekscentrycznego – i zapominającego. Miał niemiłą ataku bronchitu tego zimy. To dom pełen przeciągów – zdecydowanie za duży na dzisne czasy. Cóż, muszę teraz iść na dół. Będzie chropowato i jestem złym żegłarzem. Spotkamy się u Lady Metroland na dwunastym, jeśli nie wcześniej, jak się mam nadzieję."

Zanim Adam zdążył odpowiedzieć, Jezuita zniknął. Nagle głowa wyskoczyła z powrotem.

"Na pokładzie jest niezwykle niebezpieczna i nieprzyjemna kobieta – pani Ape."

Potem znowu zniknął, a niemal natychmiast statek zaczął zsuwać się z keja w kierunku ujścia portu.

Czasem statek przechylał się na boki, czasem kołysał się, a czasem stał całkiem nieruchomo i drżał na całej powierzchni, wiszący nad przepaścią ciemnej wody; potem pędzał w dół jak wagonik kolejki górskiej do bezwietrznego zagłębia i znowu szybował w górę wprost w burzę; czasem przeciskał się, z konwulsyjnymi nosowymi poruszeniami i szuraniem jak terier w norze królika; a czasem spadał nagle jak winda. To ostatnie ruchy powodowały największe spustoszenie wśród pasażerów.

"O," powiedzieli Młodzież Światowa. "O, o, o."

"To dokładnie jak być wewnątrz shakera do koktajli," powiedział Miles Malpractice. "Kochanie, twoja twarz— eau de Nil."

"Zbyt, ale to zbyt przykre," powiedziała panna Runcible z jednym ze swoich rzadkich błysków trafności.

Kitty Blackwater i Fanny Throbbing leżały jedna nad drugą w swoich kuszetkach sztywne od czubka głowy do palców u nóg.

"Zastanawiam się, czy myślisz, że szampan…?"

"Kitty."

"Tak, Fanny, kochanie."

"Kitty, myślę, że na pewno mam sół trzeźwiącą. … Kitty, myślałam, że może jako że ty jesteś bliżej… naprawdę byłoby niebezpieczne dla mnie próbować zejść… mogłabym złamać nogę."

"Nie po szampanie, Fanny, nie sądzisz?"

"Ale jej potrzebuję. Oczywiście, kochanie, jeśli to zbyt duży kłopot?"

"Nic nie jest zbyt dużym kłopotem, kochanie, o tym wiesz. Ale teraz przychodzi mi do głowy, że pamiętam, całkiem wyraźnie, na pewno, że ty nie spakować nie spakujesz soli trzeźwiącej."

"O, Kitty, o, Kitty, proszę… byś żałowała tego, gdybym zmarła… o."

"Ale widziałam sól trzeźwiącą na twoim toaletce po tym, jak twoja bagaż odjechał, kochanie. Pamiętam, że myślałam, muszę zanieść to do Fanny, a potem, kochanie, poplątałam się w napiwkach, więc widzisz…"

"Ja… włożyłam… to… sama. … Obok moich szczotek… ty… bestia."

"O, Fanny…"

"O… O… O."

Dla ojca Rothschilda żadna przesyłka nie była gorsza niż jakakolwiek inna. Myślał o cierpieniach świętych, o zmienności natury ludzkiej, o Czterech Ostatnich Rzeczach, a pomiędzy tym powtarzał fragmenty pokutnych psalmów.

Lider Opozycji Jego Królewskiej Mości leżał pogrążony w raczej wspaniałym śpiączce, wzmacnianej snami orientalnych obrazów— domów z papieru; złotych smoków i ogrodów w rozkwicie migdałów; złotych kończyn i migdałowych oczu, pokornych i pieszczących; bardzo małych złotych stópek pośród rozkwitów migdałów; małych malowanych filiżanek pełnych złotej herbaty; złotego głosu śpiewającego za malowanym papierowym parawaniem; pokornych, pieszczących małych złotych dłoni i oczu w kształcie migdałów i koloru nocy.

Za drzwiami jego kajuty dwaj bardzo wyczerpani sierżanci detektywów porzucili swoje stanowiska.

"Facet, który potrafiłby narobić kłopotów na takim statku jak ten, zasługuje na to, aby się wymknąć bez kary," powiedzieli.

Statek trzeszczał w każdej blasze, drzwi trzasnęły, kufry latały, wiatr wygryzywał; śruba, czasem wychodząca z wody, czasem zanurzona, wyścigiwała się i mieszała, trząsąc pudełkami na kapelusze jak dojrzałe jabłka; ale ponad całym hukiem i łopotem ponosiły się z drugoklaasowego salonu dla pań rozpaczliwe głosy aniołów pani Ape, w często przerywającej nieharmonizie, śpiewając, śpiewając, dziko, rozpaczliwie, jakby ich serca miały się łamać z wysiłku i ich umysły tracić rozum, słynny hymn pani Ape, "There Ain't No Flies on the Lamb of God".

Kapitan i Pierwszy Oficer siedzieli na mostku pochłonięci krzyżówką.

"Wygląda na to, że możemy mieć ciężką pogodę, jeśli wiatr się nasili," powiedział. "Nie byłbym zaskoczony, gdyby na morzu nie było dziś trochę wzburzenia."

"Cóż, nie zawsze możemy mieć taką spokojną pogodę," powiedział Pierwszy Oficer. "Słowo z osiemnastu liter oznaczające mięsożerny ssak. Szukaj sobie, jeśli wiem, jak oni to wymyślają."

Adam Fenwick-Symes siedział wśród dobrych żeglarzy w saloniku dla palaczy, pijąc swojego trzeciego irlandzkiego whisky i zastanawiając się, jak szybko będzie się czuł zdecydowanie źle. Już zbierała się niejasna depresja na wierzchołku jego głowy. Jeszcze trzyddzieści pięć minut, a może i dłużej z wiatrem czołowym opóźniającym ich.

Naprzeciwko niego siedział dobrze podróżujący i gadatliwy dziennikarz, opowiadający mu sprośne opowieści. Czas do czasu Adam wplatał jakiś mniej lub bardziej stosowny komentarz: "Nie, że to dobra," lub "Muszę to sobie zapamiętać," albo po prostu "Ha, Ha, Ha," ale jego umysł nie był naprawdę w otrzymującym nastroju.

Statek wznosił się, wzwyż, wzwyż, wzwyż, zatrzymał się, a potem spadł z bocznym poślizgiem. Adam schwycił się za szklankę i ją uratował. Potem zamknął oczy.

"Teraz opowiem ci jedną salonową," powiedział dziennikarz.

Za nimi toczyła się partia kart między komercjalistami. Początkowo było całkiem wesoło – mówili „Co tam, stawiaj się", albo „Spokojnie, panowie", kiedy karty, kieliszki i popielniczka padały na podłogę, ale w ciągu ostatnich dziesięciu minut zrobili się wyraźnie cichsi. Była to raczej nieprzyjemna cisza.

„… I czterdzieści asów oraz dwieście pięćdziesiąt za partię. Przecinamy jeszcze czy zostawiamy jak jest?"

„Co powiesz na przerwę? Męczy mnie to – stół ciągle się rusza."

„Słuchaj, Arthur, ty chyba się nie czujesz dobrze?"

„Oczywiście, że się czuję dobrze, tylko jestem zmęczony."

„No dobrze, jeśli Arthur się nie czuje…"

„Kto by pomyślał, że stary Arthur będzie się źle czuć?"

„Mówię wam, że się czuję dobrze. Po prostu zmęczony. Ale jeśli chłopcy chcą grać dalej, ja nie będę psować zabawy."

„Dobry stary Arthur. Oczywiście, że się czuje dobrze. Uważajcie na karty, Bill, znowu leci."

„A może po jednym dla każdego? To samo?"

„To samo."

„Powodzenia, Arthur." „Powodzenia." „Na zdrowie." „Lecimy dalej."

„Czyja kolej? Ty ostatnio rozdawałeś, prawda, panie Henderson?"

„Tak, Arthur rozdawał."

„Twoja kolej, Arthur. Podnieś się, kolego."

„Nie wolno mi tak mówić. To nie jest w porządku bić kogoś w plecy."

„Uważaj na karty, Arthur."

„No co ty oczekujesz, jak mnie bijesz w plecy. To mnie męczy."

„Czekaj, mam piętnaście kart."

„Nie wiem, czy słyszeliście tę historię", powiedział dziennikarz. „Mieszkał sobie jeden facet w Aberdeen i szalał na punkcie wędkowania, więc jak się ożenił, to ożenił się z kobietą pełną robactwa. Niezłe, co? Widzicie, on szalał na punkcie wędkowania, a ona miała robactwo, on mieszkał w Aberdeen. Naprawdę dobra historia."

„Wiesz co, myślę, że wyjdę na pokład na chwilkę. Tu jest duszno, nie myślisz?"

„Nie możesz tego zrobić. Morze cały czas zalewa tam wszystko. Nie czujesz się dziwnie?"

„Nie, oczywiście, że się nie czuję dziwnie. Pomyślałem sobie, że trochę świeżego powietrza… Do diabła, dlaczego to nie przestanie się ruszać?"

„Spokojnie, stary. Ja bym na twoim miejscu nie próbował chodzić. Znacznie lepiej zostań, gdzie jesteś. Potrzebujesz whisky."

„Mówię ci, nie czuję się źle. Po prostu duszno."

„W porządku, stary. Ufaj wujkowi."

Gra w brydża nie powiodła się.

„Cześć, panie Henderson. Co to za pik?"

„To as pik."

„Widzę, że as. Mam na myśli, że nie powinieneś był bić tego poprzedniego leżu, jeśli miałeś pika."

„Co ty gadasz, nie powinienem był bić? Były trumfy."

„Nie, nie było. Arthur zagrał pika."

„On zagrał trumfa, prawda, Arthur?"

„Arthur zagrał pika."

„Nie mógł zagrać pika, bo przecież położył kiera na mojego króla pik, a ja myślałem, że ma damę. Nie ma żadnych pików."

„Co ty mówisz, nie ma pików? Ja mam damę."

„Arthur, kolego, na pewno źle się czujesz."

„Mówię ci, nie czuję się źle, po prostu zmęczony. Byłbyś zmęczony, gdybyś dostał taki cios w plecy, jak ja… i w ogóle, mam tego gdzieś… znowu karty!"

Tym razem nikt nie podjął się ich podnieść. Po chwili pan Henderson powiedział: „Dziwna rzecz, nie wiem dlaczego czuję się nagle taki zmęczony. Musiałem coś zjeść, co nie było świeże. Nigdy nie wiadomo z tą obcą kuchnia – wszystko takie przygotowane."

„Skoro już mówisz, to i ja się nie czuję najlepiej. Okropna wentylacja na tych kanalach."

„To właśnie. Wentylacja. Dokładnie."

Want to know what happens next?

Leave your email and Lantern Library will send you the next chapter the moment it's out — plus nothing else, ever.

End of the free sample. Enjoying it?

Buy for Free — 80% goes to the author
Tell a friendXFacebookRedditWhatsAppEmail
Readers also read
Giant's Bread
Giant's Bread
Lantern Library · 🎧
Cimarron
Cimarron
Lantern Library · 🎧
Scarlett Blackwood
The Frost Throne Fractures
BOOK FACTORY CAFÉ
The Frost Throne Fractures
Scarlett Blackwood
Roger Daniel Grubb
Blizzard Bound with My Nemesis
BOOK FACTORY CAFÉ
Blizzard Bound with My Nemesis
Roger Daniel Grubb
Tell a friendXFacebookRedditWhatsAppEmail